
Codziennie macham ręką przez autobusowe okna Elfom, co wysiadują przy mostku, a one trzepoczą na mnie przeźroczystymi skrzydełkami. Mijam wzgórza, zielone, żółte, brązowe, pola pełne zajęcy, nieba zachmurzone i czarne. Wszystko we mnie śpi jeszcze, szyba jest chłodna, krople deszczu rozmazują się na drodze, ciepły porankowy wiatr. Cudownie jedzie się do pracy. Chyba zwariowałam:)

Co mnie dzisiaj cieszy: wichura za oknem (w domku sucho, ciepło), Pan F mamroczący przez sen (”co się dzieje… ocean leci z nieba?”), ano leci, cała woda się do jutra wypada. Miska pełna pachnących hiszpańskim latem nektarynek, mrugające światełko, Malboro Man, krzepki staruszek - hydraulik, wspaniały człowiek, co powiedział, że jestem promykiem słońca (i czy wszyscy w moim kraju są tacy wiecznie uradowani, na co się zakrztusiłam ze śmiechu kawą) Ręka Pana F zaciskająca się bezwiednie na mojej, wiadomość na gadu od Fruzi, żółte zdjęcie Ludwika z ostatniej rozmowy przez skajpa, myśl o boskiej Karboskiej w zielonym kubraczku w Wyspowym Banku… Moja śliczna Siostra Żaba, gdzieś tam daleko, teraz taka bliska:) Ściskam Cię, Żaba, Ty nosie zadarty:)

Taki francuski sklepik mnie rozczulił, bo rozprowadza Niedoskonałości:

imperfections.fr
Ten sklep za to został Ulubionym, odkąd sprzedaje strugaczki do warzyw w kształcie Mighty Mouse, deserowe gumki do mazania (! gdybym je miała w pierwszej klasie!), hamburgerowy telefon Juno i sto pięćdziesiąt innych śmiesznych drobiazgów (plus rybie oko LOMO, które zostanie zakupione zaraz po wypłacie, kolejny aparat “na Maroko”) Juhu!

fledflare.com
Ściskam:)